Dawno nie było tu wpisu
więc wraz z nim, witam razem z w miarę nowym wyglądem. Oh, jaki ja się
kulturalny nagle zrobiłem. Czyżby czas zmieniał ludzi? Hahaha i jeszcze
czego. Może zagramy razem marsz pogrzebowy, który jest idealny na każdą
okazję ze mną związaną? Duum dum dum dum dum dum dum dum dum dum dumm.
Razem
z Dewajlem i innymi oszołomami (nikim innym z naszego zespołu co
dziwne) z wytwórni byliśmy w gorzelni. Po co? Nie mam pojęcia. Liczyłem
chociaż na jakąś degustację, a tu gówienko. Jedynie zwiedzaliśmy
fabrykę, a ja prawie zwymiotowałem przez zapach fermentowanej kukurydzy.
O ile aromat alkoholu lubię, tak tego nie mogłem po prostu znieść.
Chociaż... Piwo/wódkę piję, bo piję. Zacząłem jakoś nadmiernie, bo
hymm... Nie miałem innego wyjścia? Nieee... To nie to. Wiecie co to
nałóg spowodowany nieprzyjemnymi sytuacjami w życiu? No właśnie... Więc o
to mi chodzi. Dobra, wracam do naszej "wycieczki".
Poza
tym, że straaaaasznie się nudziłem, bo nawet nie słyszałem tego, co
mówił przewodnik (nie miałem w ogóle zamiaru słuchać) przez pracujące
wszędzie maszyny. Jedyną tamtejszą atrakcją były trzy psy: Andrzej,
Marek i Whisky. Pierwszy, a zarazem najmniejszy, zdobył troszkę moje
serce. Wszystkie były brudne. Niestety. Yhh... Czy Karp nie może byś
równie mały i uroczy co Andrzej? Nie, bo po co? On musi być śliniącym
się wszędzie bydlakiem.
Po zwiedzaniu poszliśmy do restauracji. Darmowe żarcie, kumacie?
-Kum.
Dobrze,
że nie było zatrute. Za to przyznam, że bardzo smaczne. I nie musiałem
płacić. Hahaha. Podczas spożywania owego posiłku rozmawialiśmy sporo z
Dewajlem. Dawno taki rozgadany nie byłem.
Na poniższym zdjęciu mój debiutancki imidż. Chodzi mi głównie o włosy, bo o nich chcę coś teraz napisać...
Oto historia owego oryginalnego koloru.
Stałem sobie na słońcu więc mi włosy rozjaśniały, a potem padał deszcz więc pewna część zardzewiała.
Ot, koniec bajeczki.
Dewajl na to:
"JESTEŚ GWOŹDZIEM! ZARDZEWIAŁEŚ!"
A już miałem nadzieję, że chociaż on jest normalny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz