sobota, 18 października 2014

Kawaii Chusteczki by G-Dragon

Ostatnio gdy siedziałem razem z Henrym i G-Dragonen, ten drugi nagle zapytał się mnie, czy chcę zobaczyć kawaii(słodkie) chusteczki. Zgodziłem się, bo czemu nie? Byłem ciekawy, co perkusista mi pokaże. Zanim ten świr wyciągnął paczkę ze swojej torby, w mojej głowie było już parę wariantów wyglądu owych chusteczek: różne kolorowe ptaszki, jakieś lodziki z oczkami, urocze Budynie...tfuu....króliki. Jednakże... tego co zobaczyłem, w ogóle się nie spodziewałem i naprawdę mnie zaskoczyło. Szczerze to nawet rozbawiło. Na jeszcze nienaruszonym opakowaniu była naklejona mała karteczka, na której pisało czerwonymi literkami "Kawaii Chusteczki". 
Jak bardzo chorym na głowę trzeba być, żeby wpaść na taki pomysł...? Chociaż... Ja jeszcze jakiś czas temu byłem podobny, tylko może trochę normalniejszy...

czwartek, 9 października 2014

Gorzelnica i ja

Dawno nie było tu wpisu więc wraz z nim, witam razem z w miarę nowym wyglądem. Oh, jaki ja się kulturalny nagle zrobiłem. Czyżby czas zmieniał ludzi? Hahaha i jeszcze czego. Może zagramy razem marsz pogrzebowy, który jest idealny na każdą okazję ze mną związaną? Duum dum dum dum dum dum dum dum dum dum dumm.

Razem z Dewajlem i innymi oszołomami (nikim innym z naszego zespołu co dziwne) z wytwórni byliśmy w gorzelni. Po co? Nie mam pojęcia. Liczyłem chociaż na jakąś degustację, a tu gówienko. Jedynie zwiedzaliśmy fabrykę, a ja prawie zwymiotowałem przez zapach fermentowanej kukurydzy. O ile aromat alkoholu lubię, tak tego nie mogłem po prostu znieść. Chociaż... Piwo/wódkę piję, bo piję. Zacząłem jakoś nadmiernie, bo hymm... Nie miałem innego wyjścia? Nieee... To nie to. Wiecie co to nałóg spowodowany nieprzyjemnymi sytuacjami w życiu? No właśnie... Więc o to mi chodzi. Dobra, wracam do naszej "wycieczki".
Poza tym, że straaaaasznie się nudziłem, bo nawet nie słyszałem tego, co mówił przewodnik (nie miałem w ogóle zamiaru słuchać) przez pracujące wszędzie maszyny. Jedyną tamtejszą atrakcją były trzy psy: Andrzej, Marek i Whisky. Pierwszy, a zarazem najmniejszy, zdobył troszkę moje serce. Wszystkie były brudne. Niestety. Yhh... Czy Karp nie może byś równie mały i uroczy co Andrzej? Nie, bo po co? On musi być śliniącym się wszędzie bydlakiem.
Po zwiedzaniu poszliśmy do restauracji. Darmowe żarcie, kumacie?
-Kum.
Dobrze, że nie było zatrute. Za to przyznam, że bardzo smaczne. I nie musiałem płacić. Hahaha. Podczas spożywania owego posiłku rozmawialiśmy sporo z Dewajlem. Dawno taki rozgadany nie byłem.
Na poniższym zdjęciu mój debiutancki imidż. Chodzi mi głównie o włosy, bo o nich chcę coś teraz napisać...
Oto historia owego oryginalnego koloru.
Stałem sobie na słońcu więc mi włosy rozjaśniały, a potem padał deszcz więc pewna część zardzewiała.
Ot, koniec bajeczki.
Dewajl na to: 
"JESTEŚ GWOŹDZIEM! ZARDZEWIAŁEŚ!"

A już miałem nadzieję, że chociaż on jest normalny.